GB POCKIT

Od pewnego czasu miałam sporą potrzebę zmiany wózka na mniejszy. Na wstępie dodam, że absolutnie nie narzekam na nasz city mini GT. Nadal kiedy wybieramy się gdzieś całą rodziną lub wiem, że podczas wyjścia Zosia najprawdopodobniej będzie spała CM jest niezastąpiony. Jednak mimo wszystko jest dość duży i wkładanie i wyjmowanie go z bagażnika ostatnio lekko mnie irytowało. Kiedy wybieram się gdzieś z Zosią sama, ona nie zawsze ma ochotę jechać w wózku jak i nie zawsze ma ochotę grzecznie iść przy mnie.. Dlatego kiedy nie ma przy nas taty zosi, który może biec za Zosią lub zostać z wózkiem- potrzebuję innego rozwiązania. Wymarzyłam sobie wózek, który w ciągu sekundy "zniknie". 

Takim wózkiem okazał się GB Pockit. Oczywiście nie jest to wózek bez wad i zdecydowanie nie polecam go jako jedyną spacerówkę w domu. Jednak kiedy możecie pozwolić sobie na dwa wózki- ten sprawdzi się idealnie właśnie jako drugi.

Zacznę od minusów, bo jeżeli szukacie spacerówki to dobrze gdybyście poznali je jako pierwsze.

1) Brak regulacji oparcia. Dla mnie jest to największy minus. Zdecydowanie z tego względu moim zdaniem nie może być to spacerówka numer 1.
2) Małe kółka, które nie poradzą sobie tak jak w CM na każdym terenie. Piach jest raczej nie do pokonania.
3) Brak budki. Kolejny ogromy minus. Cienka osłonka w zasadzie nie chroni przed niczym, więc równie dobrze mogłoby jej tam nie być wcale..

Jednak ten wózek służy do czegoś zupełnie innego. Ten wózek stworzony jest dla mam, które chcą wyskoczyć z małym dzieckiem na basen, wstąpić na szybkie zakupy czy do teatru. Zdaję sobie sprawę, że z dwulatkiem można wszędzie udać się również bez wózka jednak ja się ostatnio przekonałam- wózek dobrze jest mieć ze sobą tak na wszelki wypadek.

Sytuacja 1- Wyjście na basen. Kolejka na 0,5h stania. bez wózka Zosia nie wytrzymałaby tyle czasu w jednym miejscu, a ja z całą pewnością nie dałabym rady kupić biletów.

Sytuacja 2- Wizyta w zoo. Kiedy w zoo okazało się, że można wsiąść do kolejki- złożenie wózka zajęło mi 2 sek, i bez problemu zmieścił się nam w nogach. Przy wsiadaniu mogłam jedną ręką trzymać lekki wózek a drugą pomagać wsiąść Zosi.

Sytuacja 3 - Wyjście do teatru. Samochód zaparkowałam kilka ulic dalej. Miałam nie brać ze sobą wózka jednak na wszelki wypadek wzięłam. Nie było problemu z jego przechowaniem w szatni, a kiedy spektakl dobiegł końca okazało się, że Zosia śpi. Bardzo ciężko było by mi się ubrać i przejść te kilka ulic z Zosią na rękach. Wózek okazał się zbawianiem, nawet pomimo braku regulacji oparcia.

Przejdźmy do plusów:

1) Rozmiar. Mieści się dosłownie wszędzie od szafki na basenie po wąskie półki sklepowe w małym warzywniaku.
2) Waga- niecałe 5kg, dla mnie to spora zmiana po 13 kg wózka CM
3) Jakość. Jest dobrze wykonany i nie "klekocze"
4) Kosz na zakupy. umówmy się, nie włożymy tam zbyt wiele, jednak w tak małym wózku jest!
5) Długość. Zosia ma jeszcze sporo miejsca nad głową. (dość ważna informacja dla wysokich dzieci)
6) Hamulec.
7) Blokada przednich kół.
8) Proste zapięcie pasów bezpieczeństwa.









GB Pockit w kolejce w Zoo


W kolejce do Zoo, zmieścił się w wąskim miejscu pomiędzy ławeczkami.


Szafka na basenie


Dane techniczne:
Waga: 4,3 kg
Wymiary po złożeniu: 30 x 18 x 35 cm
cena: ok 850 pln
mama zosi

JESIENNE CIASTECZKA- DZIECINNIE PROSTY PRZEPIS

W naszym domu jesień zawitała. Włączyliśmy już ogrzewanie a wieczorami dodatkowo cieszymy się kominkiem. Na parapecie tradycyjnie zawitały wrzosy i dynia, a żeby nie było zbyt kolorowo wczoraj przywitałyśmy też pierwszy jesienny katar. Coraz mniej czasu spędzamy w ogródku, za to znajdujemy sobie inne równie przyjemne rozrywki. Dzisiaj pierwszy raz w życiu Zosia praktycznie sama upiekła ciasteczka. Dziecinnie prosty przepis znaleziony w KUKBUK.

0,5 szklanki mąki pszennej
0,5 szklanki mąki żytniej
2 łyżki wody 
2 łyżki cukru (następnym razem dodamy brązowy i nieco więcej)
szczypta soli
1 jajko
0,5 kostki masła

lukier:
białko jajka 
szklanka cukru pudru

Wykonanie:
całość wymieszać, piec w tem 160 st C przez ok 15-20 min


A tak z ciasteczkami poradziła sobie nasza Zosia :) 





















wszystkiego słodkiego,
mama zosi

Z DZIECKIEM W POZNANIU: MALTANKA, ZOO, TERMY MALTAŃSKIE

Pomału przyzwyczajamy się do nowego miasta. Nowe miejsce mobilizuje nas zwiedzania tylu jeszcze nieodkrytych miejsc. w ciągu ostatnich dwóch dni wybrałyśmy się Zosią do nowego Zoo i na Termy Maltańskie.

NOWE ZOO
Do nowego Zoo w Poznaniu można wybrać się kolejką Maltańską. Ciuchcia odjeżdża co godzinę i jest niesamowitym przeżyciem dla wszystkich dzieci. Trasa kolejki przebiega wzdłuż jeziora Maltańskiego. Widok jest wspaniały! A jeszcze wspanialszy był powrót kiedy o zachodzie słońca na jeziorze widać było trenujących kajakarzy! 
Jak to przy prawdziwej podróży kolejowej bilety sprawdza przemiły starszy Pan, który idealnie wpisuje się w klimat baśniowej przygody.



Teren Zoo jest odbrzmi a wrzesień chyba nie jest zbyt popularnym miesiącem na jego zwiedzanie. Większość atrakcji (wchodzenie do małych kóz czy królików) było zamkniętych. Na szerokich wybetonowanych alejach stało smętnie kilka drewnianych stoisk zakrytych plandekami.  Całość wydała mi się mało przyjemna. Zoo to chyba jedno z tych nielicznych miejsc gdzie wolę kiedy tętni życiem. 
Dziwne wydało mi się również, że zaczynając od końcowego przystanku Maltanki do pierwszego z otwartych sklepików w samym Zoo - nigdzie nie można było kupić soczku dla dziecka. Nie mówię tu oczywiście o świeżym soku, lub jednio dniowym. Nie było nawet takich zwykłych w kartonikach..









Dużym plusem i chyba najnowszym sprzętem w nowym Zoo jest darmowa kolejka zatrzymująca się przy kilku głównych atrakcjach. Do teraz cieszę, się że do niej weszłyśmy. W innym wypadku nie zdążyłybyśmy na Maltankę, która miała nas zawieźć z powrotem do samochodu.










Podsumowując obie te atrakcje:

Maltanka:
+ Duże przeżycie dla najmłodszych
+ Widoki
+ Transport do Zoo i z powrotem
+ Miła obsługa

- Bardzo duży hałas (Ale siedziałyśmy w pierwszym wagonie..)
- Obsługa nie zamknęła drzwiczek w naszym wagoniku, więc całą drogę były otwarte..

Nowe Zoo:
+ Dobrze skomunikowane (bezpośredni autobus plus kolejka, parkingu nie widziałam)
+ Darmowa kolejka
+ Duży teren z licznymi akwenami wodnymi
+ Podobno spory plac zabaw, niestety nie udało nam się na niego dotrzeć.

- Stare łazienki
- Miejscami zbyt "betonowo"
- foodtrack z colą i zapiekanką. Jedną- dosłownie. (fakt, nie weszłyśmy do wszystkich dostępnych.)


TERMY MALTAŃSKIE:

Wczoraj pojechałyśmy sprawdzić na własnej skórze słynne Termy Maltańskie. Moje odczucia są bardzo mieszane. A to wszystko przez termy niedaleko Zakopanego, które mieliśmy okazję zwiedzić kilka tygodni temu.

Na początek muszę przyznać, że obiekt jest pięknie położony i naprawdę duży. Z tego co widziałam jest tam organizowanych wiele zajęć dla dzieci i dorosłych. Są baseny sportowe, fale, zjeżdżalnie cała masa basenów z przeróżnymi atrakcjami, a nawet prawdziwa plaża z leżakami i miejscem do zakupienia lodów czy napoju!

W przypadku term, plusów jest niewątpliwie dużo więcej dlatego ja skupię się tyko na tym co mi się nie spodobało.

Na początek- ogromne kolejki.. W kolejce czekałyśmy dobre 20 minut, co z dzieckiem jest jeszcze mniej atrakcyjne niż normalnie. Muszę dodać, że nie chodziło tu o wolna pracę Pań w kasach, bo działały naprawdę sprawnie. Być może pechowo trafiłam, bo tłum ludzi był nie do zniesienia.
Bramki, dla inwalidów i rodziców z dziećmi w wózkach były zamknięte zarówno przy wejściu jak i przy wyjściu. Oczywiście mogłam nie brać wózka, jednak kiedy zabawiałam Zosię przez te ponad 20 min w kolejce, cieszyłam się że zdecydowałam się zabrać go ze sobą.


Pamiętajcie proszę, o tym co napisałam na początku- Termy Maltańskie są fajnym obiektem i z pewnością będę je dalej polecać i pójdziemy tam jeszcze nie raz jednak jest jeszcze jedna rzecz, dla mnie chyba najważniejsza, która zasługuje na duży minus.

Miejsce przeznaczone dla najmniejszych dzieci plus basen jest wyłożone kafelkami i to tymi zupełnie gładkimi, które śliskie są nawet bez wody! Do niedawna a dokładniej przed wizytą na termach Chochołowskich myślałam, że tak być musi bo nikt nie wynalazł jeszcze podłoża, które nie było by śliskie przy stałym kontakcie w wodą. Okazało się, że tak być nie musi! Na termach Chochołowskich teren basenu przeznaczony dla dzieci jest wyłożony właśnie taką nawierzchnią. Moja Zosia jest prawdziwym dowodem na to jak bardzo nie śliska jest to powierzchnia ponieważ odkąd przekroczyła próg strefy dla dzieci zatrzymała się łącznie 6 razy czyli dokładnie tyle ile było dodatkowych atrakcji w postaci zjeżdżalni czy fontanny. W pozostałym czasie biegała ile sił w nogach i ani przez sekundę nie straciła równowagi. W termach Maltańskich niestety jest inaczej. Bawiąc się z Zosią w małym baseniku denerwowałam się za każdym razem kiedy wstawała z kolan. Dokładnie przy nas zresztą biegnący na oko sześcioletni chłopiec poślizgnął się do tego stopnia, że z całej siły uderzył tyłem głowy o kafelki. Leżał tam biedny i płakał tak strasznie, że moja akceptacja kafelków kiedy na rynku są dostępne inne, lepsze nawierzchnie zmalała do zera. 







Na koniec matematyczna zagdaka dotycząca parkingu.. 3 złote za godzinę. Na basen kupiłyśmy wejście na jedną godzinę i kiedy oddawałyśmy kluczy nie musiałyśmy dopłacać. Czyli byłyśmy w środku (łącznie z suszeniem) ok. godziny. Do zapłaty za parking miałam jednak 9 pln czyli za 3 godziny.. Czy to znaczy, że kolejka do wejścia plus przejście 300 metrów z basenu na parking zajęło nam conajmniej 1:01?
1h w basenie+ 1:01 (parking)= 2:01 czyli rozpoczęcie trzeciej godziny.
Jeżeli moje wyliczenie jest poprawne, to wracając do początku w kolejce spędziłyśmy ok 50 min a nie 20.

Po wyjściu miny miałyśmy podobne.


Być może moje odczucia są zupełnie inne kiedy jesteśmy z wszyscy w trójkę a inne kiedy jesteśmy same..
mama zosi