PODRÓŻ NA WAKACJE/ PIERWSZA PODRÓŻ NIEMOWLAKA SAMOLOTEM

Planując pierwszą podroż samolotem z rocznym dzieckiem, postanowiliśmy ze lot musi być bezpośredni. Uznaliśmy, ze międzylądowanie nie będzie wygodne i tak samo męczące dla nas co dla Zosi. Jedyna linia, która leci bezpośrednio na Majorkę, to tania linia Ryanair. To była pierwsza nasza podroż z tym przewoźnikiem, i pewnie zostanie nam na długo w pamięci.. 



Początek był bardzo przyjemny, rodzina odwiozła nas na lotnisko do Modlina (niestety taksówka do Modlina w jedną stronę w niedzielę kosztuje ok 200 pln!). Na miejscu (zupełne jak byśmy się umówili) spotkaliśmy moją przyjaciółkę z mężem, którzy godzinę po nas lecieli na Sycylię. Na miejscu okazało się, że walizka może mieć 20 kg a nie 25 tak jak myśleliśmy! Na szczęście udało nam się przepakować rzeczy, tak aby zmieścić się w prawdziwym limicie. Niestety, po przepakowaniu bagażu, nie  było już miejsca na ulubioną parę butów (kupionych dawno temu na przecenie z myślą o tegorocznych wakacjach!). Na szczecie miałam komu je oddać, bo rodzinka zaczekała aż nadamy bagaże. Oczywiście przy przepakowywaniu na środku lotniska było sporo śmiechu. Okazało się nawet, ze moja przyjaciółka wzięła ze sobą podręczną, turystyczną wagę:)



Ważna informacja dla podróżujących liniami lotniczymi Ryanair z dzieckiem do 2 roku życia. Oprócz wózka, który przewozi się za darmo i oddaje dopiero przy wejściu do samolotu, można mieć ze sobą również składane łóżeczko turystyczne lub fotelik do samochodu oraz dodatkowa torbę dla niemowlaka  do 5 kg nieodpłatnie.




Po szczęśliwym nadaniu bagażu usiedliśmy w przytulnej knajpce napić się czegoś chłodnego. W tym momencie nad lotniskiem zrobiło się czarno i nadeszła ogromna burza.. domyślaliśmy się, ze burza oznacza tylko tyle, ze na pewno nie wylecimy o czasie. Nasze obawy się potwierdziły, samoloty krążyły nad lotniskiem po 6 razy i nie mogły wylądować, a pasażerowie rzecz jasna do nich wejść. Na szczęście skończyło się tylko godzinnym opóźnieniem. Chociaż dodatkowa nieplanowana godzina na lotnisku dla roczniaka to nie jest coś co chciałabym szybko powtórzyć.. Zosia była tak podekscytowana wszystkim dookoła, ze zupełnie nie zamierzała iść spać w samolocie. Przechodziła ode mnie do taty zosi i tak x100. Wchodziła na siedzenie przed nami (na nasze szczecie siedziała tam kilkuletnia dziewczynka, której zaczepki Zosi się podobały). Udało nam się ją zając na pół godziny przy starcie pokazując książeczkę i podając mleko, aby nie czuła zmieniającego się ciśnienia. W Samolocie zasnęła tylko na ostatnią, godzinę. Jednak każdy komunikat, których w tych liniach jest niezliczona ilość (!) budził ją i płakała rozżalona.. Swoja drogą, wysnuliśmy z tatą zosi pewną spiskową teorię, że kapitan włącza znak zapiąć pasy co najmniej 6 razy bezpodstawnie w ciągu tak krótkiego lotu, aby stewardessy mogły kilkukrotnie swobodnie przejeżdżać między siedzeniami oferując to perfumy, to zniżki do restauracji w palmie, to konkursy w postaci zdrapek(!) I inne tego typu niezbędne rzeczy...



Po wylądowaniu, udało nam się zdążyć do wypożyczalni samochodów. Podroż z lotniska do naszego hotelu według mapy miała trwać zaledwie 11 minut, jednak zajęła nam ok 40 minut. O 1.30 krążyliśmy jeszcze po wyjątkowo ciasnych i jednokierunkowych uliczkach starego miasta palmy. O 1.30 było 27 stopni i tak duszno, że wszyscy byliśmy cali mokrzy. Zosia miała już serdecznie dosyć samolotu, samochodu i całych tych "wakacji".




Kiedy jednak znaleźliśmy miejsce parkingowe (chyba ostatnie wolne w całej palmie..!) I dotarliśmy do hotelu, cała złość i zmęczenie nam przeszło. Wybór apartamentu to była najlepsza z możliwych decyzji.

Rano, Zosia obudziła się z uśmiechem od ucha do ucha, i popiskując z radości zwiedzała nowe miejsce. Tata zosi przyniósł rano na śniadanie same pyszności z lokalnego supermarketu, do którego o 8.50 ustawiła się już kolejka staruszków (do godziny 9.00 cala palma spi). 

Co bym teraz zmieniła gdybym mogła?

-- wzięłabym więcej mleka w proszku, na nieplanowane godziny na lotnisku
-- więcej niż 2 smoczki, dziecko (przynajmniej moje) czasami w złości lubi nimi rzucać
-- chyba rozważyłabym jednak wylot z Warszawy o wcześniejszej porze..


mama zosi

Brak komentarzy