JESIENNE (W)AK(A)CJE

Po czym najprościej sprawdzić stan mojego samopoczucia? Po ilości zrobionych zdjęć na wakacjach.. Niestety miejscowość Łapsze Niżne już zawsze będzie nam się kojarzyła z rota wirusem i jego mało przyjemnymi objawami. Wszystko zaczęło się od taty zosi, którego organizm jest na tyle silny, że prawie całkowicie udało mu się zatuszować wszelkie objawy tej paskudnej choroby. Następna w kolejce byłam ja i niestety nie miałam tyle samo szczęścia. Mi rotawirus zaprezentował się dokładnie z każdej ze swoich stron. W pewnym momencie poczułam, że największy luksus o jakim można tylko zamarzyć to moje własne łóżko i toaleta. 
Moje chęci dotyczące zwiedzania okolicznych atrakcji spadły praktycznie do zera. Tata zosi przekonał mnie jednak do wjazdu na Morskie Oko. Argument "będziesz tylko siedziała" był słowem wytrychem i na resztę zgodziłam się w ciemno. Podróż mijała wolno. Zosię zawinęłam w mniej więcej 7 warstw, bo temperaturę mierzyłam własnymi odczuciami. Na górze, kiedy postawiłam swoje nieprzystosowane buty na lodzie i usłyszałam, że mam iść w tych warunkach 0,5h pod górkę, zaczęłam w myślach dziękować za dziwne czasy PRL'u i pakować siebie i swojego rotawirusa do taksówki. 
Dałam radę, weszłam obyło się bez rozwodu.





Te kilka zdjęć to szczyt moich ówczesnych możliwości.




Wracając zatrzymaliśmy się w Krakowie. Odwiedziliśmy mojego brata studenta :)









Mam ciągły niedosyt tego miasta.


Po powrocie do domu, ostatnia w kolejce do wirusa była Zosia. Ją też dopadło na szczęście w domu i na szczęście już pomału przechodzi. Oby ta noc była spokojna.

Jak nowonarodzona, po pełnych relaksu wakacjach
mama zosi
2

JESIENNE WAKACJE DZIEŃ PIERWSZY

W tym roku, zgodnie z moimi postanowieniami noworocznymi staramy się dużo wyjeżdżać. Każda pora roku jest wyjątkowa, a najłatwiej dostrzec to z dala od codziennych obowiązków. Na jesienny wyjazd wybraliśmy polskie góry. Mamy dużo szczęścia, bo pogoda jest jak na zamówienie i możemy w pełni korzystać z uroków prawdziwej polskiej złotej jesieni.
Hotel w którym się zatrzymaliśmy, cieszy oko i ma pokój zabaw dla dzieci co na tym etapie jest dla nas jednym z ważniejszych kryteriów przy wyborze noclegu. Pokoje są przestronne, jednak już trochę mniej przystosowane do maluchów. Brak szafy, kontakty w podłodze i brak możliwości zamknięcia łazienki z dzieckiem niekoniecznie się sprawdza. Oczywiście tych "minusów" nie zauważalibyśmy będąc tu we dwójkę. Do plusów z pewnością możemy zaliczyć pyszne jedzenie, przemiłą obsługę i niesamowite położenie hotelu.




















 Widok z okna/balonu:




 Pokój dla dzieci:




Wnętrza:








Spacer na Słowację wzdłuż Dunajca :)

















Jesienne pozdrowienia!
mama zosi
1