KOLEJNE MAGICZNE ŚWIĘTA

...Bo nie musi być perfekcyjnie, żeby było idealnie.

Pierwsze święta w Poznaniu. Pierwszy barszcz na własnym zakwasie, makowiec z własnej roboty masą makową, własnoręcznie ulepione uszka i pierogi. Ale też pierwszy raz dzielenie się pierniczkiem, bo o opłatku zapomnieliśmy. Jedno z zaplanowanych dań nie zrobione, bo czasami zwyczajnie lepiej odpuścić i cieszyć się rozmową przy stole na którym jedzenia nie brakuje a jedna potrawa niczego nie zmieni. Późne chodzenie spać, późne wstawanie, brak planów, brak oceniania brak oczekiwań. Brak odgrywania ról gospodarz-gość, a wzajemne uzupełnianie się. Totalny luz i regeneracja baterii przynajmniej do kwietnia :) Tak mieliśmy przyjemność spędzać w tym roku Święta.

***

Kilka tygodni przed Świętami byliśmy z Zosią w Deli Parku, gdzie spotkaliśmy Mikołaja. Tam Zosia zapytana o to co chciałaby dostać pod choinkę powiedziała, że kredki i "temperówek". Im bliżej Świąt tym oczekiwania naszej córki malały i kiedy ktoś (niestety- o czym później) pytał co chciałaby dostać odpowiadała już tylko temperówkę (wraz z ilością wypowiedzi zdążyła przyswoić poprawną nazwę). Dało mi to do myślenia i postanowiłam się z Wami tym podzielić. 

Na kilka tygodni przed Świętami dziecko jest atakowane (dosłownie!) informacjami o Mikołaju, o prezentach o ich wielkości i ilości. Przez te kilka tygodni dziecko codziennie musi odpowiadać co chciałoby dostać. Atakują wszyscy, nawet Panie w sklepie. Oczywiście nie robią tego złośliwie tylko dlatego, że to dość łatwy i przyjemny temat na który można porozmawiać z obcym dzieckiem. 
Wiem, że prezenty to część magii. Cieszy mnie, kiedy Zosia je dostaje i pewnie dostała ich więcej niż potrzebowała. Jednak dopóki mogę, dopóki nie patrzy na świat przez pryzmat rówieśników chce dać jej mocne fundamenty w domu. Tak aby potrafiła odróżnić rzeczy ważne od tych mniej ważnych.

I dlatego u nas w domu wiara w Mikołaja nadal będzie ważna ale z całą pewnością nie najważniejsza. A po napisanym liście temat prezentów nie będzie numerem jeden przynajmniej do 24/12.

***

Jeżeli macie ochotę zobaczyć jak wyglądały nasze przygotowania i same Święta to zapraszamy :)







































mama zosi

10 komentarzy

  1. Czasami czas spędzony na wspólnych przygotowaniach do świąt, może okazać się najwspanialszym prezentem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie o to chodzi.. bo to ten wspólny czas jest najważniejszy!

      Usuń
  2. Jak dla mnie ten czas przygotowań przedświatecznych jest wiele cenniejszy od samych świąt, zwłaszcza jeśli przygotowujemy wszystko z dziećmi, uczymy ich tego co same umiemy, i celebrujemy przy tym nasz czas, a prezenty i same święta to fajny dodatek do tych wspomnień które tworzymy w głowach naszych dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniale. Rozmarzyłam się. Takie święta też już u Siebie za 2 lata mam nadzieję, że będą magiczne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie trochę smuci, ze cała magia świąt znika wraz z nimi a przecież okres Bożego Nerodzrnia sie jeszcze nie skończył....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda.. dla mnie okres "przedświąteczny" mógłby trwać już od teraz :)

      Usuń
  5. Spokój i odpoczynek. Pelna regeneracja. Tak powinny wyglądać święta. Pieknie wszystko przygotowaliscie i pomocnica słodka!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne zdjęcia i wspaniałe dekoracje:) Dla mnie najfajniejszym rytuałem przedświątecznym jest pieczenie pierniczków i tworzenie ozdób DIY to daje tyle radości:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie! Mam nadzieję, że też kiedyś urzadzę takie wyjątkowe święta niemal od podstaw :)

    Wiara w Mikołaja to piękna sprawa i myślę, że warto ją pielęgnować :) A marzenie o temperówce - przesłodkie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Też uwielbiam ten czas przygotowań - gotowanie, pieczenie, dekorowanie i pakowanie prezentów :) aż zatęskniłam za świętami po obejrzeniu Twoich zdjęć <3

    OdpowiedzUsuń